czwartek, 9 stycznia 2020

Historia Pucharu Polski Nordic Walking odc.5 Drugie zawody

Drugie zawody odbyły się w Barlinku 1 maja 2010 już tydzień po inauguracji w Koszalinie. Właściwie to tutaj nastąpiło dopiero oficjalne uroczyste otwarcie Pucharu Polski. Już 30 kwietnia można było uczestniczyć w kilku prelekcjach dotyczących nordic walking. Swoje wystąpienia mieli ks. Jacek Dziel oraz jeden z polskich prekursorów nordic walking Piotr Wróblewski. Zajęcia praktyczne w terenie poprowadzili państwo Małgorzata i Tadeusz Figurscy ze Szczecina. 



Miasteczko zawodów zlokalizowano w Ośrodku Wypoczynkowym Janowo. Trasa wiodła całkowicie po naturalnych, leśnych ścieżkach i w żaden sposób nie zahaczała o miejscowy stadion znany dzisiejszym uczestnikom zawodów w Barlinku. Na zawody w Koszalinie przygotowano pierwszą mapkę trasy, tu zamieszczono dość szczegółowy, powiedziałbym, że nawet bardzo techniczny jej opis. Niestety strona internetowa zawodów z tamtych lat została zaktualizowana i archiwalne materiały się nie zachowały. Trasa miała jedno dość solidne długie podejście. W jej połowie i na mecie każdej pętli czekały na uczestników punkty odżywiania i nawadniania.


pomoc przyjaciela w przypięciu numeru na plecach nieodzowna
W pakiecie startowym były pamiątkowe czapeczki, a na mecie każdy otrzymał medal. Posiłek regeneracyjny był już także pewną normą, ale Barlinek bardziej zasłynął w tym względzie trochę później.
Muszę powiedzieć, że dość przypadkowo wpadłem na trop wyników zawodów, dzięki czemu można określić jaka była frekwencja. Na marginesie napiszę, że gdyby ktoś z ówczesnych uczestników chciał pozyskać tamte wyniki, służę pomocą. Na 20 km wystartowało 27 osób, na 10 km – 38, a na 5 km – 135. Dodatkowo po trasie zawodów odbył się Rajd rodzinny na 5 km, w którym uczestniczyły 24 osoby. Łącznie frekwencja wyniosła więc 224 osoby, w tym dokładnie 200 uczestniczyło w zawodach. Wzrost o ponad 100% w stosunku do Koszalina. Nabieraliśmy rozpędu, choć nadal byliśmy w północno-zachodniej części kraju, no i uczestnicy z Barlinka przeważali zdecydowanie. 

Startowaliśmy od razu wszyscy po kolei dystansami, a jako ostatni na trasę wyruszyli uczestnicy rajdu. Najlepsze czasy, na 20 km – 2:03:44, na 10 km – 1:06:30, na 5 km – 31:17. Wśród kobiet 20 km – 2:31:11, 10 km – 1:14:29, 5 km – 35:51. 






Z konieczności zdjęcia przedstawiają głównie autora, bo jak napisałem wcześniej materiały archiwalne nie zachowały się, a w każdym razie ja nie znalazłem do nich dostępu .
Film imprezy można obejrzeć tutaj 

wtorek, 7 stycznia 2020

Historia Pucharu Polski Nordic Walking odc.4 Inauguracja

Zaczęło się w Koszalinie nie bez pewnych perturbacji. Z uwagi na żałobę narodową przesunięto o tydzień termin zawodów. Ostatecznie wystartowaliśmy w dniu 24 kwietnia 2010 roku. Koszalińskie Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej przeprowadziło imprezę rekreacyjną w trakcie której , odbył się Puchar Polski w Nordic Walking oraz Koszaliński Górski Festiwal Biegowy. Centrum zawodów znajdowało się na ulicy Rolnej w Koszalinie, a trasy przebiegały po terenach Góry Chełmskiej. Współorganizatorem imprezy był Urząd Miasta w Koszalinie oraz Polska Federacja Nordic Walking.
Impreza obok charakteru rywalizacji miała też wymiar spotkania przyjaciół, entuzjastów Nordic Walking. Zawody rozegrano już na trzech dystansach: 5, 10 i 20 km. Wyraźny brak pośredniego dystansu w Gnieźnie natychmiast został  uzupełniony. I patrząc z perspektywy lat był to strzał w dziesiątkę. Tylko bowiem Puchar Polski oferuje taką gamę dystansów dostosowaną do możliwości uczestników o różnej kondycji, czy upodobaniach. Każdy mógł zaleźć coś odpowiedniego dla siebie. W ten rześki ale słoneczny poranek wystartowały na trzech dystansach tylko 103 osoby, 60 na 5 km, 27 na 10 km i 16 na 20 km. Na pewno wpływ na frekwencję miał termin zawodów. Zaproponowano datę kwietniową, gdy po zimie część osób dopiero wchodziła w sezon, a aura była jeszcze przecież bardzo rześka. Przyczyniła się do tego zapewne też zmiana terminu praktycznie w ostatniej chwili, co mogło wielu osobom skomplikować lub uniemożliwić udział. Także miejsce zawodów położone daleko na północy i zachodzie powodowało, że uczestnikom z południowo-wschodniej Polski nie łatwo było dotrzeć.
Profil trasy budził trochę mieszane uczucia, choć późniejsza historia pokazała, że czekały nas jeszcze większe wyzwania i trudniejsze trasy. Pętla o długości 5 km składała się z dwóch części. Pierwsza - 1,7 km pod górę (zwłaszcza stromy był końcowy odcinek), druga - 3,3 km w dół, z wieloma jednak mniejszymi podejściami. Profil trasy uznać należy za bardzo urozmaicony. Niemal cała trasa wiodła po miękkim podłożu za wyjątkiem szczytu góry, gdzie około 100 m trzeba było pokonać po asfalcie i odcinka około 200 m z płytami betonowymi, na ostatnim kilometrze. Tu można było iść jednak trawiastym, choć bardzo nierównym poboczem. Okazało się, że zejścia w dół nie były aż tak karkołomne, jak można by przypuszczać po wysokości podejścia, jednak wymagały bardzo dużej uwagi, by np. nie potknąć się o wystający korzeń, o co nietrudno przy dużej prędkości.
Wyjście na trasę poprzedziła wspólna rozgrzewka, co stało się obowiązkową tradycją zawodów. Poranek był chłodny, nie mieliśmy dużego doświadczenia w odpowiednim ubiorze. Mało kto brał pod uwagę, że to są zawody i bardzo szybko rozgrzejemy się na trasie. Niektórzy ubierali cieplejsze bluzy, a nawet kurtki, inni wybierali krótki rękaw, a nawet krótkie spodenki. Tę różnorodność widać na zdjęciach. Potem zwłaszcza jeśli szli najdłuższy dystans nieco cierpieli z powodu przegrzania. Ale my też zdobywaliśmy doświadczenie. Na trasie były dwa punkty nawadniania, jeden na szczycie Góry i drugi na mecie. 


rozgrzewka
Startowaliśmy od godz. 10.00 po kolei dystansami od najdłuższego do najkrótszego. Nie dzielono nas przy tym ani na kategorie wiekowe, ani na kobiety i mężczyzn. Przy tej frekwencji nikt nawet o tym by nie pomyślał.
 start 5 km
Po zawodach wszyscy uczestnicy dystansu 20 km podkreślali, że czwarte - ostatnie podejście na Górę Chełmską było szczególnie trudne. Każdy czuł w nogach nie tylko przebyte już 15 km, ale trzy wcześniejsze podejścia. 

stromy odcinek podejścia na Górę Chełmską
 
Przed zawodami każdy z uczestników otrzymał pamiątkową koszulkę bawełnianą, w której wielu zresztą wystartowało, a na mecie został udekorowany okolicznościowym odlewanym medalem. Po zawodach na każdego czekał ciepły posiłek. Warto podkreślić, że dzięki dotacji Urzędu Miasta zniesiono opłatę startową. 
 czołówka dystansu 20 km na szczycie Góry

czołówka u podnóża Góry

autor na mecie 20 km
Myślę, że warto przypomnieć nazwiska tych 103 śmiałków, którzy rozpoczęli karuzelę, która trwa do dziś i zainspirowała w konsekwencji innych do organizacji podobnych zawodów.




Taki był początek Pucharu Polski. Czy był udany? Myślę, że jak najbardziej można tak powiedzieć. Przyznam, że jak po latach dostrzegłem ówczesną niską frekwencję byłem szczerze zdziwiony. Entuzjazmu każdemu z tych 103 zawodników starczyłoby pewnie za trzech. Rzecz jasna zdecydowanie największa ich liczba pochodziła z samego Koszalina i okolic. Uczestnicy z okolic Poznania, Gdańska, czy Wrocławia byli rodzynkami na tym torcie, a co mówić o innych regionach kraju? Regulamin Pucharu pozwalał jeszcze spać snem zimowym, gdyż w trakcie cyklu można było odpuścić dwa starty. Jednak ci którzy tam byli, na pewno nie żałowali i na długo zapamiętali te zawody. 
PS nazwisko zdobywcy drugiego miejsca na dystansie 20 km przekręcono na liście wyników. To Mirosław Bierkus.  
Więcej zdjęć można znaleźć pod linkiem https://gk24.pl/puchar-polski-nordic-walking/ga/4686636/zd/6653184   

 

Historia Pucharu Polski Nordic Walking odc.3 Pierwsza edycja Pucharu

Pierwsza oficjalna wzmianka o Pucharze Polski padła podczas III Konwencji Polskiej Federacji Nordic Walking w listopadzie 2009 w Warszawie. Wtedy dowiedzieliśmy się, że już nie tylko Mistrzostwa Polski nas czekają, ale cały cykl zawodów o podobnym standardzie, rozgrywanych w różnych miejscach w Polsce przez cały sezon, od wiosny do jesieni. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy tylko ile tych zawodów będzie, gdzie się odbędą i jakie będą terminy. Jedynym pewnikiem wydawało się Gniezno, bo tu deklaracje organizatorów były jasno przedstawione. Dopiero na początku marca dowiedzieliśmy się dalszych szczegółów opublikowanych wraz z regulaminem Pucharu Polski. Dzisiaj zawodnicy domagają się publikowania kalendarza już w październiku, wówczas musiał wystarczyć marzec. Prawdopodobnie miało to jednak wpływ na frekwencję zwłaszcza pierwszych zawodów, ale był to przecież także pierwszy taki cykl i trzeba było dograć szczegóły z samorządami nie mającymi wcześniej doświadczeń z takimi imprezami. To wymagało i czasu, i wielu działań organizacyjnych. Czekało nas 6 imprez. 
  • Inauguracja w Koszalinie 17 kwietnia,
  •   1 maja Barlinek, 
  • 15 maja Gdańsk, 
  • 28 sierpnia Gniezno z Mistrzostwami Polski, 
  • 18 września Bieszczady (najpierw proponowane było Lesko, potem okazało się, że to była Tyrawa Solna), 
  • 2 października finał w Warszawie. 
Oprócz dystansów 20 km i 5 km dołożony został pośredni dystans 10 km. Obowiązywały następujące kategorie wiekowe: 
  • poniżej lat 13, 
  • 14-17 lat,
  • 18-29 lat, 
  • 30-39 lat, 
  • 40-49 lat, 
  • 50-59 lat, 
  • 60-69 lat, 
  • powyżej 70 lat. 
Nie było tego zaznaczonego w regulaminie, ale poniżej wieku 18 lat można było startować tylko na dystansie 5 km. Aby być sklasyfikowanym w całym cyklu należało wziąć udział przynajmniej w 4 zawodach. Jeśli ktoś brał udział w więcej niż 4 imprezach liczyły się 4 najlepsze wyniki. Punktacja za poszczególne zawody była następująca: 
1 miejsce – 1 pkt.,
2 miejsce – 6 pkt.,
3 miejsce – 13 pkt., 
4 miejsce – 14 pkt., 
5 miejsce – 15 pkt., 
kolejne miejsca liczone według algorytmu "miejsce + 10 pkt.". 
Wygrywał zawodnik który w 4 imprezach zdobył najmniejszą liczbę punktów. Obowiązywał czas brutto i rywalizowaliśmy ze startu wspólnego dla poszczególnych dystansów.
Warto zauważyć, że nie było wówczas prowadzonej klasyfikacji osób niepełnosprawnych, ale bywało, że te osoby były nagradzane na poszczególnych zawodach. Wbrew nazwie cyklu zwycięzcy (miejsca 1-3) nie otrzymywali jednak pucharów na poszczególnych zawodach. Przewidziane były dla nich tylko medale. Puchar dostawał tylko zwycięzca całego cyklu na finałowych zawodach. 
 
Sposób wyróżniania najlepszych na poszczególnych zawodach też był bardzo różny, wszystko zależało od lokalnego organizatora, nie wszędzie było pudło. Czasem musiało wystarczyć wystąpienie przed szereg, by odebrać medal i nagrodę. Nagrody...lepiej pewnie zamilczę, no bywały, zależne od zaangażowania sponsorów.
 
Przeważała tendencja konfigurowania tras na pętlach 5 kilometrowych, ale bywały też dzisiaj niespotykane rozwiązania. W finale w Warszawie była pętla 2,5 km składająca się z dwóch pętli przecinających się ze sobą. Inne rozwiązanie zastosowano w przypadku przymusowej zmiany trasy w Tyrawie Solnej. Po kilkudniowych opadach przewidziana trasa okazał się nie do przejścia nawet dla sędziów i ad hoc zaprojektowano inną bezpieczną, choć miejscami także bardzo błotnistą trasę. Wychodziło się ze startu/mety i krążyło po pętli z dala od mety po czym, po zaliczeniu odpowiedniej ilości kółek wracało się na miejsce startu będące także metą. Różne były też harmonogramy startów poszczególnych dystansów. Czasem było, że startowały wszystkie od razu bezpośrednio po sobie, a bywało że start 5 km następował po zakończeniu rywalizacji 10 i 20 km. Wpływ na to miały i frekwencja i długość pętli, na której rozgrywano zawody. Słusznie przewidywano, że puszczenie wszystkich uczestników na pętlę 2,5 km najczęściej nie będzie dobrym rozwiązaniem. Sama frekwencja też była bardzo różna, zależna od terminu, miejsca czy rangi zawodów. Wszelkie niedostatki tamtych czasów pokrywał entuzjazm uczestników i zaangażowanie organizatorów.
Ostatecznie termin pierwszych zawodów zmieniono na 24 kwietnia 2010 z powodu żałoby narodowej.

piątek, 3 stycznia 2020

Historia Pucharu Polski Nordic Walking odc.2 Protoplaści

Od czego się zaczęło? Trudno dociekać, kiedy faktycznie myśl o Pucharze zakiełkowała w umysłach włodarzy Polskiej Federacji Nordic Walking, ale niewątpliwie w 2009 roku testowali zawody o podobnym charakterze. Pomijam wszelkie wcześniejsze próby lokalne na Pomorzu, które pewnie się odbywały, ale nie miały one zasięgu ogólnopolskiego i wiedzieli o nich naprawdę nieliczni nie tylko w Polsce, ale pewnie i na Pomorzu. 
Pierwszym protoplastą nazwę zawody, które rozegrano w Barlinku przy otwarciu 7 tras nordic walking w tej miejscowości, czyli Wielkiej Siódemki Barlineckiej . Główne wydarzenie miało miejsce w dniu 3 maja 2009. Była to impreza masowa, w której udział mógł wziąć każdy. Wprawdzie faktycznie większość uczestników to była kadra PFNW, ich znajomi i przyjaciele oraz mieszkańcy Barlinka, jednak ich ilość była bardzo okazała. O tym z jaką pompą otwierano nordicowe trasy świadczy plakat. 


Zawody połączone były z konwencją instruktorów i trenerów oraz wieloma imprezami towarzyszącymi trwającymi przez cały weekend majowy. Dodać należy, że do zawodów przygotowano także sędziów, których szkolono jeszcze w kwietniu. Uczestnikom zaproponowano trzy podstawowe trasy: Główną o długości 15 km, Sympatyków o długości 8 km i Dzieci o długości 1,2 km. 


W marszu Głównym na 15 km sklasyfikowano 40 osób (21 kobiet i 19 mężczyzn). W marszu Sympatyków sklasyfikowano 94 osoby. Zawodników klasyfikowano w kategorii open z podziałem na kobiety i mężczyzn. W marszu Dzieci wzięło udział 40 najmłodszych głównie w wieku 9-15 lat, ale byli i tacy w wieku 6, 4 a nawet 2 lat. Oprócz tego odbył się marsz VIPów, w którym uczestniczyło 10 osób na dystansie 1,2 km. Dystans 8 km pokonało także 25 osób, które przyszły na start po zakończeniu weryfikacji i uczestniczyły w rajdzie bez numerów identyfikacyjnych. 


Trasę obstawiało 7 sędziów, którzy zdyskwalifikowali 2 zawodników. Niektóre wyniki czasowe tych zawodów mogą zdziwić czytelników, ale trzeba zaznaczyć, że był to pierwszy poligon zawodów, podczas którego wielu uczestników zapewne wystawiało cierpliwości sędziów na spore wyzwanie. 


Nadmienię tutaj, że choć o otwarciu tras WSB wiedziałem, to jednak o zawodach, które się wówczas odbyły nie. W mediach, do których dotarłem, nie było informacji o zawodach, a ja wówczas nie znałem PFNW i w ogóle nie wiedziałem, że organizuje się zawody w tej dyscyplinie. Te informacje poznałem znacznie później, chyba nawet po I Mistrzostwach Polski Nordic Walking. I teraz o tych właśnie zawodach chciałbym napisać. 
O tych pierwszych Mistrzostwach Polski możemy już śmiało powiedzieć Prapremiera. W tych zawodach już wystartowałem, ale że byłem ich naocznym świadkiem to mało powiedziane, byłem bowiem w samym środku tych wydarzeń i pamiętam wszystko bardzo dokładnie. Tu już nie było miejsca na pewne zachowania i choć nie było dyskwalifikacji (jednak niewiele brakowało), bo albo sędziowie budzili odpowiedni respekt, albo sami zawodnicy powstrzymali się od zachowań mogących budzić jakiekolwiek podejrzenia. Myśl o tych zwodach powstała podobno właśnie podczas tego majowego weekendu w Barlinku. Za pomysłodawcę uważa się ks. Jacka Dziela, choć zapewne inicjatorów tych Mistrzostw było znacznie więcej. Uczestnikom zaproponowano 2 trasy o długości 20 km oraz 5 km. Ciekawostką jest, że długość trasy pomierzona została przez geodetę. Można więc powiedzieć, że miała coś w rodzaju atestu, choć przecież nic takiego na ścieżkach naturalnych nie funkcjonuje. Zawody odbyły się 30 sierpnia 2009 w Gębarzewie na peryferiach Gniezna, które było oficjalnym miastem organizatorem. Było to w niecałe 4 miesiące po debiucie w Barlinku, więc trzeba przyznać, że Federacja nabierała rozpędu. Podobnie jak w Barlinku zawodników klasyfikowano na podstawie czasu brutto, a poszczególne dystanse rozpoczynały marsz ze startu wspólnego. Chodziliśmy wówczas na pętlach długości 5 km. Trasa nie odbiegała od najlepszych standardów obowiązujących obecnie na zawodach Pucharu Polski. Na pętli były zlokalizowane 2 punkty nawadniania, 


co przy panującym upale było absolutnie niezbędne. W marszu na 20 km uczestniczyło 96 osób, w marszu na 5 km 199 osób. 
Ze startu ruszaliśmy bardzo szeroką ławą.

 


Najlepsze czasy jakie uzyskano wówczas nie budziły już żadnych kontrowersji. Klasyfikowano nas wówczas także open, ale głównymi były jednak kategorie wiekowe. Obowiązywały następujące:14-35 lat, 36-45 lat, 46-55 lat, powyżej 55 lat. 
 
Najlepsze czasy na 20 km poniżej:
 Tu dodam w uzupełnieniu powyższej fotki, że najlepszy czas na 5 km to było 33:17.





Tak jak i teraz zawody kończyły dekoracje i losowanie nagród. Warto przypomnieć, że zwycięzcy w kategoriach wiekowych dystansu 20 km mieli fundowany start w Mistrzostwach Świata w Austrii. Dla zawodników przygotowano także posiłek regeneracyjny, spożywany wprawdzie głównie na trawie, gdyż zawody odbywały się w lesie, w zasadzie bez żadnego zaplecza socjalnego mogącego przyjąć tak dużą liczbę uczestników, a w każdym razie było one w tych polowych warunkach bardzo skromne. 


Ale liczył się głównie ich entuzjazm i to, że warunki sportowe zostały dotrzymane na najwyższym poziomie. Myślę, że wielu obecnych organizatorów mogłoby i dziś brać przykład z tamtych zawodów. Dużą niespodzianką dla uczestników były odwiedziny Roberta Korzeniowskiego i Dariusza Szpakowskiego.


Niestety organizatorzy nie przewidzieli dla uczestników pamiątkowych medali, ale w pakiecie startowym otrzymaliśmy okolicznościowe koszulkę i czapkę z daszkiem. Zawody okazały się olbrzymim sukcesem w skali ogólnokrajowej. To już nie były lokalne zawody dla znawców tematu. Na starcie pojawili się zawodnicy z wszystkich zakątków kraju. Co więcej, były już grupy zorganizowane, czyli drużyny występujące w takich samych koszulkach.

Podobnie jak dziś startowaliśmy z numerami także na plecach.

Po tych zawodach żegnaliśmy się mówiąc "do zobaczenia za rok", bo nie mieliśmy wątpliwości, że II Mistrzostwa Polski będą ich kontynuacją. Nie spodziewaliśmy się, że nasze oczekiwania zaczną spełniać się znacznie wcześniej. 
Dodam jeszcze, by w pełni oddać tło tamtych wydarzeń, że myśl organizowania zawodów dojrzewała równocześnie u innych podmiotów organizacyjnych. W tym samym dniu odbyły się konkurencyjne Mistrzostwa Polski w Blachowni, które skupiły jednak wyraźnie mniej uczestników (149 na dystansie 8 km). Ciekawostką jest, że wygrał je zawodnik, który później zasłynął na trasach Pucharu Polski. Zawody w Blachowni przemianowano w kolejnej edycji na miano mistrzostw Makroregionu Śląskiego. Tydzień po zawodach w Gnieźnie i Blachowni 5 września zorganizowano Mistrzostwa Polski w Zielonej Górze. Organizatorem była Fundacja Aktywni z Warszawy wraz z MOSiRem Zielona Góra. Tam w trzech konkurencjach 8 km, 4 km i sztafeta 5x1 km wystartowało około 200 uczestników. Ani zawody w Blachowni ani w Zielonej Górze nie doczekały się jednak kontynuacji, zawody w Gnieźnie tak i to z dużym rozmachem. 
 
#nordicwalkingmk 

czwartek, 19 grudnia 2019

Jaka powinna być długość kijów nordic walking

Taka, z którą nam się najwygodniej chodzi. Inaczej mówiąc nie za krótka, abyśmy nie musieli się schylać i nie za długa, abyśmy "nie czuli się jak ta sierota" jak to określiła jedna z pań, której doradzono zmianę kijów na dłuższe, po tym jak posłuchała tej rady. Kiedyś na blogu opisywałem to bardzo szczegółowo, poświęcając tematowi kilka artykułów. Teraz postaram się ująć temat najkrócej jak to możliwe. Użytkownicy kijów o regulowanej długości napotykają niewątpliwie na mniej problemów w momencie zakupu, gdyż w trakcie użytkowania mogą wybraną długość skorygować. Użytkownicy kijów o stałej długości, dokonują często wyboru na całe życie, choć jak przekonają się czytając poniższy tekst, wcale nie musi tak być.
Są dwie metody doboru długości. Jedna to teoretyczna, która posługuje się współczynnikiem mnożonym przez nasz wzrost. Ten współczynnik bywa podawany bardzo różny. Dlaczego? Bo my jesteśmy bardzo różni, różną mamy kondycję, różny tryb życia, różny stan zdrowia, różny poziom wysportowania. Druga to praktyczna polegająca na przymiarce kija do naszej sylwetki. Polega na tym, by stojąc wyprostowanym trzymać kij pionowo (prostopadle do podłoża) przed sobą, opierając grotem o podłoże, zachowując przy tym kąt prosty ramienia z przedramieniem. Wśród znawców ten sposób nazywany bywa "potrójnym kątem prostym" : ramienia z przedramieniem, przedramienia z kijem i kija z podłożem. No tak tylko, że takie postawienie sprawy wyklucza różne możliwości. Kąt prosty jest jeden i nie ma tu żadnego pola manewru na różnice. Kąt prosty wymieniany jest często ze względu na prostotę tego wyrażenia i jest faktycznie dużym uproszczeniem. Tak naprawdę kąt powinien być zbliżony do prostego i jak najbardziej dozwolone są opcje jego większej lub mniejszej rozwartości.
Zaczynamy od współczynnika 0,66. To współczynnik, z którym wielu powinno faktycznie zaczynać swoją przygodę z nordic walking. Jesteśmy zasiedzeni na kanapie z pilotem w ręku, jesteśmy grubi, na 2 piętro wchodzimy z zadyszką narzekając, że nie ma windy. Ale też jesteśmy po długiej, ciężkiej chorobie, nasze mięśnie można powiedzieć tylko, że gdzieś są ale gdzie, tego nie wie nikt. Takie kije umożliwiają także łatwiejsze opanowanie prawidłowej techniki z odepchnięciem za linią bioder. Sam zaczynałem właśnie z takim kijami, a także po białaczce odzyskiwałem z nimi siły. Przeliczając na mój wzrost, wychodził nawet współczynnik nieco powyżej 0,65. Tak mi doradziła instruktora, za której pośrednictwem kupiłem pierwsze kije o długości 115 cm. 

Zakup okazał się także przydatny, gdy po wielu latach chodzenia z kijami poważnie zachorowałem. Podczas rehabilitacji mój krok był znacznie krótszy i mniej dynamiczny niż kiedyś, stąd krótsze kije okazały się nieodzowne. Temu współczynnikowi odpowiada nieco rozwarty kąt jaki tworzą ramię z przedramieniem.
Po kilku miesiącach uprawiania nordic walking moja sprawność znacznie się poprawiła. Krok się wydłużył, dynamika marszu wzrosłą, dość dobrze radziłem już sobie z dalekim odepchnięciem za linią bioder. Konieczna stała się zmiana długości kijów. 
Najbardziej odpowiednim współczynnikiem był 0,68. Odpowiadało to dla mnie długości kijów 120 cm. Wciąż podnosiłem swoje umiejętności, sprawność i wiedzę zostając instruktorem. Zacząłem nawet startować w zawodach, co w tamtych latach było pewnym novum w środowisku. Te kije idealnie nadawały się do moich celów i zapewniały największą przyjemność podczas marszu. 



Tu dodam, że czasem wymienia się także współczynnik pośredni o wartości 0,67 który ma niejako łączyć zalety wcześniej wymienionych. 
Współczynnik 0,68 odpowiada kątowi bardzo zbliżonemu do kąta prostego między ramieniem i przedramieniem, jednak daje się zauważyć jego minimalną rozwartość.
Moja sprawność jednak wciąż rosła. Podczas jednych z zawodów moja trenerka stwierdziła, że podczas takiego bardzo sportowego marszu powinienem używać kijów dłuższych. Zaopatrzyłem się w kije o długości 125 cm co odpowiadało współczynnikowi 0,71 dla mojego wzrostu. Generalnie przy takim bardzo sportowym marszu mówi się o współczynniku równym lub większym od 0,70, a często wymienia się nawet 0,72. Przez kolejne dwa lata trenowałem i startowałem z kijami o takiej długości. Kijów krótszych używałem tylko podczas rekreacyjnych rajdów.


 Ustanowiłem pewnie nawet kilka życiówek podczas zawodów, ale faktyczne zyski prędkości były niewspółmierne do utraty przyjemności z uprawiania nordic walking. Wpadłem w jakiś kierat, który kazał mi trenować z tymi długimi kijami, po to bym wciąż wydłużał krok, po to, by na zawodach prezentować się jak najlepiej jeśli chodzi o technikę posługiwania się taką długością. Warto tutaj zauważyć, że przy zastosowaniu tak długich kijów, prawdopodobnie z braku możliwości dalszego wydłużania kroku, miejsce wbicia grotu przesuwa się trochę bliżej czubka buta nogi zakrocznej. O ile przy kijach o współczynniku 0,68 to miejsce wypada mniej więcej w środku naszego kroku, o tyle przy kijach dłuższych to położenie przesunie się w tył. O ile? To zapewne zależy od tego, o ile uda nam się wydłużyć krok. To ma jednak swoje konsekwencje. Wydłużając nadmiernie krok obciążamy bardziej kolana. Stawiając kije bardziej z tyłu powodujemy, że ich działanie odciążające kręgosłup zmniejsza się na skutek tego, że nie działamy na podłoże w miejscu, w którym pada nasz środek ciężkości. Cały mit o odciążającemu i prozdrowotnemu działaniu kijów legnie w gruzach, jeśli będziemy nadmiernie wydłużać długość kijów. No ale zawsze mamy wybór sport albo zdrowie, bo połączyć się tego zupełnie nie da. Tu mała jeszcze dygresja. Otóż niedawno podczas pewnych zawodów obserwatorzy zauważyli, że niektórzy zawodnicy nie tyle przesuwają miejsce wbicia grotu w stronę buta nogi zakrocznej, co wprost wbijają kij za butem. O działaniu odciążającym kijów w tym przypadku chyba nie może być mowy. 
Po roku tego kieratu coraz częściej podczas treningów wybierałem kije krótsze, a po dwóch latach ostatecznie wróciłem do tego, co mnie najbardziej pociąga w tej aktywności, a więc przyjemności z jej uprawiania, porzucając definitywnie długość 125 cm. Taki "sportowy"" współczynnik odpowiada wprost kątowi prostemu między ramieniem i przedramieniem podczas przymiarki empirycznej. 
Na poniższym zdjęciu prezentuję porównanie długości kijów podczas przymiarki i odpowiadające im współczynniki dla trzech opisanych powyżej przypadków.

Warto dodać, że obliczając długość kijów według współczynników zalecano kiedyś każdy wynik zaokrąglać w dół tzn. do niższej długości stopniowanej co 5 cm. Obecnie jednak skłonny jestem do normalnego przyjmowania zaokrągleń, czyli do długości bliższej, zwłaszcza jeśli wyjdzie nam z obliczeń np. 119 cm, trudną wydaje się propozycja długości 115 cm.  
Biorąc pod uwagę moje doświadczenia, jako najbardziej pożądane dla sprawnego człowieka uważam i rekomenduję kije o długości odpowiadającej współczynnikowi 0,68. Jednak pełną weryfikację najbardziej odpowiadającej nam długości otrzymujemy zawsze dopiero podczas marszu, a miarą właściwego doboru jest przyjemność jaką wówczas osiągamy. 

PS Czasem można spotkać się z innym sposobem przymiarki, w którym kij stawiamy nie pod kątem prostym do podłoża, ale nieco ukośnie tak, że grot stawiamy mniej więcej w połowie długości naszego buta. To jednak nie wpływa znacząco na dobór długości. Wydłuża niejako potrzebną nam długość kijów o 1,5-2 cm. 
  

     

piątek, 13 grudnia 2019

Historia Pucharu Polski Nordic Walking odc.1 Wstęp

Minęło 10 sezonów* Pucharu Polski. Jakie one były? Jak wyglądały? Wielu z nas pamięta ostatnie lata. Ale jak to było na początku? Wśród startujących jest jeszcze wielu, którzy pamiętają tamte czasy. Tym, którzy jeszcze wówczas nie wiedzieli, że dadzą się wciągnąć w tę karuzelę, czy nawet nie wiedzieli jeszcze co to jest w ogóle nordic walking, pragnę przybliżyć tamte czasy. Porywam się na pracę ogromną i trudną, ale liczę, że małymi kroczkami uda się odsłonić kulisy zwłaszcza początków tego dzieła Polskiej Federacji Nordic Walking. Od razu jednak zaznaczę, że wszystko będę opisywał z punktu widzenia uczestnika tych wydarzeń, w których miałem przyjemność brać udział, a nie reprezentuję tu głównego ich Organizatora.


Zaczynaliśmy w Koszalinie w kwietniu 2010 ze 105 uczestnikami na 3 dystansach. W tej pierwszej edycji Pucharu Polski na niektórych zawodach brakło pudła, na którym stanęliby najlepsi, a o pucharach dla nich można powiedzieć "zapomnij". Nie brakowało natomiast nigdy entuzjazmu i uczestnikom, i organizatorom. Wiele się zmieniło przez te 10 sezonów. Przebyliśmy drogę od obowiązywania czasów brutto do czasów netto, od wspólnego startu danego dystansu przez podział startu na kategorie kobiet i mężczyzn, do startu kategoriami wiekowymi. Wpływ na to miała niewątpliwie rosnąca frekwencja zawodów obecnie średnio pięciokrotnie większa od zawodów w Koszalinie Zaczynaliśmy od kategorii wiekowych "10 letnich". Później dochodziły kategorie osób niepełnosprawnych, które z początku były kategoriami dodatkowymi i często zdarzało się, że osoby niepełnosprawne były dekorowane dwukrotnie, raz ze swoją kategorią wiekową, drugi raz w kat. osób niepełnosprawnych. Później wyłączono tę kategorię jako oddzielną, by w końcu podzielić ją na dwa rodzaje. W międzyczasie najliczniej obsadzone kategorie wiekowe podzielono na pół. W końcu doszedł Mini Nordic Walking dla najmłodszych, czyli krótki spacer bez klasyfikacji, w którym wszyscy są zwycięzcami. Zupełnie inne były kiedyś zasady punktacji w całym cyklu. Żeby być sklasyfikowanym w generalce całego Pucharu trzeba było mieć przynajmniej 4 starty i liczyły się w niej tylko cztery najlepsze wyniki. Zwyciężał ten ... kto miał najmniej punktów. Z czasem, w odpowiedzi na coraz liczniejsze powstawanie różnych drużyn, jeżdżących na zawody "całymi autokarami", doszła rywalizacja drużynowa. Na kanwie Pucharu Polski powstały też tak lubiane mistrzostwa Polski w Maratonie, a wcześniej Mistrzostwa Sztafet. Federacja zawsze słuchała uwag zawodników i ulepszała te imprezy, mimo że tym pierwszym zawodom trudno było coś zarzucić i z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że już od początku były profesjonalnie przygotowywane. Można powiedzieć, że jak czegoś nie było a zawodnicy tego chcieli, to szybko wprowadzano zmiany. Nie było na I MP w Gnieźnie (2009) medali - w Koszalinie 2010 już były i od razu odlewane, a nie blaszaki. Również zabrakło wówczas dystansu pośredniego między 5 i 20 km - w Pucharze Polski już pojawiło się dodatkowo 10 km. Był problem z tłumem gromadzącym się w pobliżu startu - wprowadzono boksy dla poszczególnych kategorii wiekowych. Nie było pudła na niektórych zawodach - teraz są nawet dwa. Puchar Polski był także inspiracją do innych cyklów zawodów nordicowych, które wyrastały jak grzyby po deszczu. Można powiedzieć, że powstanie tego cyklu było przełomem w polskim nordic walking, gdyż wcześniej traktowano go wyłącznie jako rekreację bez rywalizacji. 
#nordicwalkingmk
 
*) tekst pisany w 2019 roku 

wtorek, 10 grudnia 2019

Rękawiczki na zimę ... może piłkarskie?

Oczywiście są profesjonalne rękawiczki zimowe do nordic walking. Oferta jest nawet dość szeroka choć, trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Oferta bywa nawet bardzo atrakcyjna kolorystycznie. Za to wszystko trzeba jednak zapłacić i to raczej co najmniej 80, ale też powyżej 100 zł i to czasem znacznie. Wiele lat temu koleżance udało się kupić dużo taniej rękawiczki narciarskie (takie raczej do narciarstwa biegowego) niezbyt grube, ale od strony chwytnej miały wypustki poprawiające trzymanie kijka. Moje rękawiczki Exela używane od 10 lat bardzo zużyły się i nawet już kiedyś dziurę na palcu cerowałem. Mam jeszcze inne rękawiczki - biegowe bardzo cienkie bardziej na jesień powiedziałbym lub cienką zimę Te jednak od tej strony chwytnej nie mają nic ciekawego oprócz palca wskazującego i kciuka, i pewnie zbyt dobrego chwytu tutaj trudno doświadczyć. Mnie to nawet za bardzo nie przeszkadza. Ostatnio natknąłem się w ofercie decathlonu (wśród rękawiczek do biegania) na ciekawe rozwiązanie z dodatkową warstwą zewnętrzną rozwijaną ze specjalnej kieszonki na nadgarstku w momencie, gdy zrobi się bardziej zimno, niż zimno. Nie jestem jednak przekonany, czy takie rozwiązanie byłoby dla nas użyteczne, a podwyższa cenę rękawiczek do biegania dwukrotnie. No ale w internecie nic nie ginie. Podesłano mi na jakieś zupełnie nie związanej z decathlonem stronie reklamę z tego sklepu rękawiczek najpierw do tenisa, a później do piłki nożnej. Przyznam, że zainteresowała mnie ta oferta. Rękawiczki wyglądały solidnie, cena przystępna. Jeśli zima ma być sroga, mogą się przydać. No i będąc w decathlonie obejrzałem i przymierzyłem oba rodzaje rękawiczek. Lepsze wydały mi się ostatecznie te piłkarskie. Tak jakby ciut grubsze były. Może ktoś szuka rękawiczek na zimę do nordic walking, te wydają mi się przydatne.    
Rękawiczki do piłki nożnej Keepdry 500 Kipsta.


Właściwie zbyt dużo o nich powiedzieć się nie da. Wykonane są z dość grubego materiału, jednak bardzo elastycznego co powoduje, że zaciskanie i otwieranie dłoni nie jest w żaden sposób utrudnione. "Dość grubego" to chyba nawet trochę przesadzone określenie, po prostu są wyraźnie grubsze od rękawiczek biegowych.

 Od wewnątrz mają podszewkę polarową co zapewne sprzyja utrzymaniu ciepła. Od strony chwytnej na całej powierzchni mają przyczepne wypustki, dzięki czemu rękojeść kija w momencie zaciskania dłoni nie będzie się ślizgać.

Jeszcze ich nie testowałem poza przymiarką z kijami. Ta wypadła pozytywnie. Myślę, że moje dłonie są zaopiekowane na mroźne temperatury.  Cena rękawiczek jest bardzo przystępna. Rozmiarówka jest bardzo zróżnicowana od S po 2XL, choć sklepy stacjonarne są lepiej zaopatrzone niż internetowy. Jeśli ktoś ma bardzo małe dłonie, może także spróbować rozmiarów dziecięcych. 

parkrun Las Dębiński #28

Tak jak przed tygodniem rankiem zrobiłem rozruch. Troszkę krótszy tym razem, ale jednak dość skuteczny.    Niestety mroźne poranki nie odpus...